Zostać fit

Dzisiaj będzie więcej tekstu niż obrazków. Dlaczego? A dlatego, że postanowiłam Wam opowiedzieć o swoich staraniach aby zostać fit. Co to dla mnie oznacza i jak dążę do swojego celu? Oto przed Wami nowy cykl, w którym opowiem Wam o moim byciu fit, zdrowym odżywaniu i ćwiczeniach.

Moda na bycie fit przyszła do nas całkiem niedawno. I mam tu na myśli taki prawdziwy boom, który widać w ostatnim czasie wśród Polaków (zwłaszcza wśród fanek Ewy Chodakowskiej). U mnie ten boom rodził się stopniowo. Kiedyś jakbym mogła to bym całe dnie leżała w łóżku. No dobra, nadal tak mogę, ale nie chcę 😉 W sumie zaczęło się to kiedy musiałam na studiach wybrać sobie zajęcia w WF-u. Wcześniej, w czasach szkolnych, nie byłam zbyt chętna do pocenia się i aktywnego trybu życia. Ograniczałam go raczej do spacerów i obowiązkowego basenu w ramach wychowania fizycznego. Poza tym starałam się raczej nie ruszać. Z basenem też wcale nie było tak łatwo. Choć mam kartę pływacką, to zrobienie jej ograniczyło się do najprostszych czynności czyli przepłynięcia pod rząd stylem dowolnym określonej ilości basenów. Ta dam, i kolejna karta wylądowała w portfelu 😉 Niestety wcale basenu i pływania nie kochałam. Wręcz znienawidziłam go na dobre, ponieważ od pierwszej klasy szkoły podstawowej non stop, do końca liceum, musiałam chodzić na basen. Co prawda była krótka przerwa w gimnazjum, bo za mało osób chodziło, ale jednak nudne zajęcia i jeżdżenie w największe mrozy skutecznie zniechęciło mnie do tej dyscypliny (obowiązkowe czepki też 😉 ). Wiem, jak korzystne jest pływanie, ale niestety nie potrafię się przełamać do powrotu, gdyż ciągle mam skojarzenie z przymusem. Tak samo jak z siatkówką. W gimnazjum w nic innego się nie grało na lekcjach wf-u. Tylko siatkówka i już. I tak 3h tygodniowo. Jak trzeba nam było zaliczyć wf biegiem na dystans to nauczyciele dziwili się, że mdlejemy na mecie 😛 Ćwiczenia kojarzyłam sobie tylko i wyłącznie z nudnymi, powtarzalnymi czynnościami, które wcale nie dbają o moją kondycję. Zmieniło się to podczas studiów.
Aerobik – miłość od pierwszego wejrzenia
Kiedy poszłam na pierwsze zajęcia z aerobiku to nie wiedziałam co mnie czeka. Miałam jako takie wyobrażenie i nie spodziewałam się wielkich potów. Otóż się myliłam. Zakwasy po pierwszych zajęciach miałam tak duże, że trzymały się one jeszcze do następnych zajęć. Ale byłam zachwycona. Bolało mnie wszystko, byłam mokra od potu, ale szczęśliwa. Wtedy zaczęłam się interesować fitnessem. 2 lata później, po rocznej przerwie od ćwiczeń, która nastąpiła po poważnym urazie kolana, odkryłam body shape. I zakochałam się jeszcze bardziej! Znalazłam w sobie pokłady siły, gibkości, a co najważniejsze kondycję. Byłam zadowolona, że udaje mi się podbiec do autobusu bez zadyszki. Wkręciłam się tak bardzo, że zaczęłam chodzić też dodatkowo na te zajęcia. I od tamtej pory zaczęła mi w głowie kiełkować myśl o zostaniu instruktorem fitness. Nie wiedziałam jak to zrobić, ale co jakiś czas ta myśl mi powracała w głowie. Teraz zakiełkowała na dobre, bo w tym roku chcę zrobić taki kurs i zostać instruktorem fitness. To postanowione 🙂
Miłość druga – siłownia
Miłość do siłowni jest najświeższa, bowiem po raz pierwszy na siłownie udałam się w listopadzie 2013 roku. Sprawcą mojego wyjścia był mój mąż, który przekonał mnie, abyśmy wreszcie coś z sobą konkretnie zrobili, a nie tylko gadali że chcemy schudnąć, bo z samego gadania nic z tego nie wyjdzie. Wiedziałam, że jeśli pójdziemy razem, to będziemy się dodatkowo motywować. I już podczas pierwszej rozmowy z trenerem zostaliśmy pochwaleni za to, że razem podejmujemy trud, bo razem jest łatwiej. Najpierw musieliśmy się rozruszać więc nasze ćwiczenia ograniczyły się do orbitreka, orbitreka eliptycznego oraz bieżni. Po miesiącu, kiedy byliśmy w stanie mówić po zakończonym treningu, dostaliśmy trening obwodowy. Teraz czeka nas kolejna zmiana, już na trening docelowy na poszczególne części ciała. Na siłownię chodzimy minimum 2 razy w tygodniu, a każdy udany trening motywuje mnie do kolejnego. Zobaczyłam na własne oczy, że jestem w stanie przekraczać granice, których nie sądziłam, że jest to dla mnie możliwe. Po każdym treningu mam ochotę na kolejny. 
 A dodatkowo…

Treningi na siłowni tylko rozochociły mnie do walki o piękne ciało i zwiększenie aktywności. Dlatego też chodzę jeszcze na bokwę (nowy rodzaj fitness) oraz na rollen (urządzenie masująco-odchudzające). Staram się też zdrowo odżywiać i kontrolować to co jem. 
Ale na dzisiaj wystarczy. Już i tak się dużo rozpisałam. Za tydzień kolejny wpis z cyklu „zostać fit” 🙂 I tak co czwartek. Zapraszam 🙂
 
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s