Jak budować swój wizerunek w internecie i czego absolutnie nie powinniśmy robić

Ten post to efekt nagłej inspiracji, która przyszła do mnie tuż po tym, kiedy pytałam inne bizneswomen, jakie formy marketingu lubią najbardziej. Jest to również efekt obejrzenia krótkiego filmiku jednej z youtuberek, która stworzyła mini poradnik dotyczący zdjęć na Instagramie. Wydaje się Wam, że te 2 rzeczy są kompletnie różne od tematu? Udowodnię Wam, że jednak nie 🙂

Zapewne niewielu z Was wie, że jednym z moich zawodów wyuczonych – potwierdzonym trzema literkami nadanymi przez Uniwersytet – jest pr-owiec. Tego zawodu nie muszę Wam przedstawiać, ale chciałabym Wam pokazać, że właśnie dlatego podejmuję się takich tematów jak ten dzisiejszy – bo po prostu „co nie co” o nim wiem. Dzisiaj przeanalizuję dla Was kilka sytuacji, które ewidentnie pokazują, jak nie należy budować swojego wizerunku w internecie, a w zasadzie jakich zachowań unikać, aby nasz wizerunek nie został zrujnowany.
Rób to, na czym się znasz
To pierwsza zasada. O co chodzi? Otóż bardzo często pojawiają się w internecie ludzie wszechwiedzący. Wiedzą oni wszystko o wszystkim i o wszystkich. Osobiście znam jedną taką osobę i szczerze Wam powiem, że kiedy tylko pada zdanie „a ona powiedziała…”, od razu pojawia mi się uśmiech na twarzy, bo jestem bardzo ciekawa, co tym razem nowego nam powie. Już i tak mi podpadła tym, że zaczęła mnie pytać o rady dotyczące treningów, a jak jej się coś nie podobało – a w zasadzie było niezgodne z tym, co ona wie – natychmiast negowała moją wypowiedź i głosiła swoją teorię. Były tak bzdurne, że miałam ochotę powiedzieć jej, że ona, wykształcona kobieta, z bardzo wysokim ilorazem inteligencji, nie powinna głośno mówić tego zdania, bo pewnie sama wie o tym, jakie bzdury plecie. Ale cóż. W internecie jest tego jeszcze więcej. Ale wtedy nasza „wiedza” zostaje bardzo szybko zweryfikowana.
Przykład:
Na facebooku jest grupa, w której zamieszczane są ogłoszenia z ofertami pracy dla copywriterów. I nagle pojawia się ogłoszenie, którego treść brzmi mniej więcej tak*:
szukam copy wrightera do współpracy. Jesteśmy agencją SEO, ktura napisze teksty dla naszych klientów. Obecnie się rozwijamy i szukamy nowych osób do naszego zespołu copy wrighterów. Zobaczcie naszą stronę www…….
 

*chciałam Wam wrzucić screen, ale niestety na facebooku treści szybko giną 😦

Pierwsze co rzuciło się w oczy to okropne słowo copy wrighter. Aż ciarki przechodzą. Wchodzę na ich stroną, a tam na dzień dobry masa błędów ortograficznych. Zapewne zauważyliście też błąd w ogłoszeniu w słowie ktury (3 razy poprawiałam się, żeby źle napisać 😉 ). Nie dziwi więc, że pod postem od razu pojawiła się krytyka, że ich strona jest fatalna i jeśli mają już copywriterów, to niech ich zmienią, bo pisownia na stronie sprawia, że nikt nie ma ochoty z nimi współpracować, bo wprost bije od nich brak profesjonalizmu. Co zrobiono źle? Zamiast podziękować, szybko podmienić treść ogłoszenia itd., zamieszczający ogłoszenie zaczął się bronić, że treści na stronie i na facebooku publikuje informatyk, który ma prawo nie znać zasad polskiej pisowni. Padły pytania, czy jest on osobą z zagranicy. Nie, to nasz rodak. Ach, duma mnie rozpiera, jak wspaniale wyedukowanych mamy obywateli :p Każda kolejna wypowiedź tego pana była wyłącznie dowodem na jego brak jakichkolwiek umiejętności zarówno w zakresie znajomości copywritingu (zarzekał się, że on się zna) i tego, jak tworzyć swój wizerunek (tak, PR też był w ich ofercie). Jego błędy były dowodem na to, że nie powinien on nigdy w życiu publikować czegoś, co sam napisał, bez konsultacji z zawodowcem. Jego zachowanie sprawiło, że powstała druga reguła

 

Uważaj na to, co publikujesz
Znacie zapewne zasadę „piłeś, nie pisz”. Ten przerobiony slogan jest bardzo trafny. Szczególnie, jeśli tworzycie markę, która jest rozpoznawalna, a tym samym rozpoznawalni stajecie się i Wy. Wszystko to, co opublikuje Zuckerberg, może wpłynąć na wartość akcji jego portalu na giełdzie, a on w ciągu jednej minuty może stracić nie tylko miliony dolarów, ale też i zaufanie swoich fanów. To tak jak Tomasz Stockinger był twarzą kampanii „Piłeś, nie jedź”, a potem sam prowadził pod wpływem. Oj nieładnie, nieładnie.
Prowadząc profile na portalach społecznościowych musimy uważać na to, co na nich zamieszczamy.
Przykład:
Spice Girls przez wiele lat były związane z marką Pepsi bardzo lukratywnym kontraktem. Nie zdziwiło więc nikogo, że prezes Pepsi zezłościł się, gdy jedna z dziewczyn została sfotografowana wielokrotnie z butelką Coca-coli. Czysty konflikt interesów.
O ile w tym przykładzie widzimy, że tracą na tym tylko gwiazdy – bo wizerunek wśród fanów zostaje niezmieniony – o tyle, Coca-Cola u kogoś innego sprawi, że gwiazdy stracą fanów. 
przykład 2 (potencjalny):
Ewa Chodakowska czy Anna Lewandowska to tylko jedne z wielu znanych trenerek, które promują zdrowy styl życia. Pokazują co jedzą, co piją itd. Dziewczyny chwalą je za determinację, a także za to, że niezdrowe przekąski potrafią zamienić w zdrowe i pełnowartościowe. Dlatego jeśli któraś z nich, np. na swoich Instagramie, wrzuciłaby zdjęcie z napojem gazowanym – przed którym przestrzega za każdym razem, gdy tylko się odezwie – od razu wywołałaby falę krytyki wśród fanów. Podobnie by było z paczką chipsów lub batonikami z karmelem polanymi czekoladą.
Będąc osobą rozpoznawalną musimy się mieć na baczności. Wszystko co publikujemy – zdjęcia, wpisy, komentarze – podlega analizie milionów użytkowników internetu, którzy tylko czekają na potknięcia. Osobiście znam jedną instruktorkę, która dużo schudła zanim została trenerem i chwaliła się tym, że całkowicie odmieniła swój sposób żywienia. Dlatego widząc na Instagramie jej zdjęcia z piwem, pizzą, czekoladkami i papierosami, nie wydaje mi się ona osobą, z której warto brać przykład. Wiadomo, każdy jest człowiekiem, ale jeśli tworzysz swój określony wizerunek, to się go trzymaj.
Krytyka tylko konstruktywna

Ostatnia rzecz, o której wspomnę, to konstruktywna krytyka. Oczywiście te 3 punkty nie wyczerpują całej listy rzeczy zakazanych, ale są to najczęściej popełniane błędy.
Krytyka jest trochę powiązana z punktem 2 czyli z publikowaniem treści.
Przykład (również związany z fitnessem, którego byłam świadkiem ) :
Organizacja eventów wymaga wiele pracy. Zazwyczaj następuje konflikt interesów, bo jedna strona chce zapłacić jak najmniej,a  druga chce jak najwięcej zarobić. I teraz pojawia się taka sytuacja: klub fitness zostaje wynajęty na cały dzień – od godziny 8 (albo nawet od 7:30) do godziny 20. Przez cały ten czas do dyspozycji ma być sala oraz obsługa szatni i recepcji. Event zaczyna się o godzinie 8:00. Ze strony klubu zapewniono, że przed rozpoczęciem eventu będzie obsługa. Niestety, brak recepcjonistki sprawia, że wszystko się opóźnia. W szatni nie chcą wydawać numerków, bo są one związane z numerkami, które dostaje się do szafek (wydawanych przez recepcjonistkę). Recepcjonistka zjawia się bez pośpiechu o 8:15. W międzyczasie nawala sprzęt, klimatyzacja, trzeba zmienić salę itd. itp. (zmiana sali została wymuszona, bo klub stwierdził „nie działa, to trudno”). Ogólnie klub nawalił. Organizatorzy proszą więc o obniżenie kosztów. Klub się nie zgadza. Jaka jest reakcja organizatorów. Zaczynają pisać na facebooku swoim nazwiskiem negatywne komentarze na stronie klubu i nie chcą dalej negocjować z klubem, tylko zaostrzają krytykę i namawiają publicznie innych do tych samych działań.
Gdzie leży błąd? Otóż w sposobie, w jaki postanowili wydać złą opinię o klubie. Niestety, wybrali źle. Klub bardzo znany i lubiany z ogromną rzeszą klientów, którzy są zadowoleni z usług klubu. Oczywiście, klub nie powinien utrudniać pracy organizatorom i powinien zapewnić jak najlepsze warunki, zamiast umywać ręce od odpowiedzialności. Jednak organizatorzy byli w grupie słabszej, mniej znanej, ale już trochę kojarzonej. Efekt? Z organizatorami nikt nie chce teraz współpracować. Problem też pojawił się w komunikacji, gdyż organizatorzy już przy pierwszych problemach zaczęli krzyczeć na obsługę, zamiast grzecznie poprosić o pomoc. Na dodatek robili to na forum wśród klientów, przez co organizatorzy zyskali łatkę pieniaczy i chamów. Marketing rekomendacji jest ważny – wystarczyłoby, gdyby powiedzieli osobom zainteresowanym wynajmem, że tego klubu nie polecają do współpracy i tyle.
 
Uff, jeśli przebrnęliście, gratuluję 🙂 Mam nadzieję, że wskazówki się przydadzą 🙂
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s